Lifestylowa Środa #1 | o zakupach w drogerii, tęsknocie i o tym, czy wielkie zmiany mogą być dobre

września 06, 2017

W dzisiejszym wpisie chciałabym przełamać trochę tematykę stricte beauty tekstem nieco luźniejszym (czy na pewno?), mam nadzieję, że Wam przypadnie do gustu i zapoczątkujemy tym samym nową, lifestylową serię na blogu (nie zapominajmy o Weekendowym Mixie, który był przez Was bardzo dobrze odbierany). Będzie to jednak seria, która mam nadzieję, skłoni nas do przemyśleń i już na wstępie gorąco zachęcam do dzielenia się Waszymi spostrzeżeniami. Za oknem zrobiło się już ciemno, w mojej sypialni panuje półmrok, słyszę krople deszczu, uderzające o parapet, obok stoi kubek z karmelową herbatą, a więc zaczynamy :)

post-lifestyle

Zakupy w drogerii

Wiecie co? Nie pamiętam, kiedy ostatnio byłam w Rossmanie i wyszłam z czymś więcej, niż tylko z podstawowymi artykułami higienicznymi. Wiem, że na rynku pojawiają się wciąż nowe, często inspirowane markami selektywnymi, produkty. Kosmetyki drogeryjne nie tylko wyglądają coraz lepiej, ale prezentują coraz lepszą jakość. Jednak moja ciekawość nie jest aż tak wielka, by nowa paleta, wyglądająca niemal identycznie, jak jej dużo droższa wersja, wylądowała w moim koszyku. Przestałam się ekscytować promocjami (od niemal dwóch lat omijam wtedy szerokim łukiem Rossmana), perspektywa trafienia na otwarty i intensywnie "wymacany" kosmetyk sprawiła, że swoje drogeryjne zapasy uzupełniam tylko i wyłącznie online. Produkty przychodzą do mnie zafoliowane, świeże, nigdy nieotwierane. Nie muszę brać udziału w przepychankach, stać w gigantycznych kolejkach. I tak, jak już wspomniałam, moje zainteresowanie drogeryjnymi nowościami jest mniejsze. Jeśli jednak będę chciała wypróbować dany produkt i nie znajdę go online, wybiorę się do drogerii i go kupię, aczkolwiek z całą pewnością nie podczas dużych promocji.

Odmawianie sobie takich kosmetycznych nowinek ma swoje zalety. Jestem w stanie odłożyć na oryginalne produkty z wyższej półki. Oczywiście takie większe zakupy muszą być bardziej przemyślane i dużo rzadziej je robię. Poza tym, akurat w tym wypadku warto polować na promocje. W Douglasie czy Sephorze raczej nie otrzymamy ciosu z łokcia :) Pozwólcie, że posłużę się przykładem. Miałam ochotę na puder bananowy z Wibo, kończy się też mój ryżowy z Ecocery - jednym słowem - potrzebowałam nowego pudru sypkiego. I tak się fajnie złożyło, że w Douglasie jest promocja i udało mi się kupić słynny puder transparentny z Laura Mercier -25% taniej. Nie była to mała kwota, nawet po obniżce, na pewno też w tym miesiącu nie zrobię żadnych kosmetycznych zakupów. Jednak nie jest mi z tego powodu smutno, czy przykro. Bo w październiku lub listopadzie mam zamiar kupić jakiś produkt marki Kat von D. Wiem, że drożej, nie zawsze znaczy lepiej, ale staram się wybierać produkty uznanych marek o ugruntowanej pozycji na rynku, przed zakupem zawsze robię research. Drogi bubel jeszcze mi się nie zdarzył (i mam nadzieję, że tak już zostanie). Nie oznacza to, że zamierzam całkowicie zrezygnować z drogeryjnych marek. Ale stawiam na minimalizm w tym zakresie i dzięki temu mogę sięgać po produkty, o których kiedyś mogłam tylko pomarzyć :)

lifestylowa-sroda

Gdy bliscy są daleko...

Życie w dużych miastach ma swoje zalety. Większe możliwości, więcej się dzieje, większa anonimowość. Nigdy nie sądziłam, że to powiem, ale coraz częściej brakuje mi ciszy, spokoju, zieleni - czyli wszystkiego tego, czego nie doceniałam dawniej. Pochodzę z niedużej miejscowości pod Lublinem, gdzie mieszka moja rodzina, gdzie jest mój dom, mój niebieski pokój, moje podwórko i oczywiście... kot :) Brakuje mi obecności moich bliskich, wspólnych, sobotnich śniadań, herbaty i ciasta na balkonie, przyglądania się kotu, gdy śpi. Rozmów, żartów, śmiechu, a nawet codziennych sprzeczek. Co prawda do Lublina z Warszawy nie jest strasznie daleko, ale ostatnio rzadko bywam w domu. Jednak największym problemem jest dla mnie rozłąka z siostrą. O ile do domu mogę pojechać właściwie w każdej chwili, tak wycieczka do Londynu to już "grubsza sprawa". Moja Asia mieszka i pracuje w Londynie i mimo tego, że żyjemy w dobie komunikacji przez internet, mamy wiele możliwości połączenia się i rozmowy, tak naprawdę nie jest wcale łatwo zgrać się w czasie i pogadać. Chciałabym mieć ją "przy sobie", móc razem wyskoczyć do kina, na zakupy, albo po prostu posiedzieć w jej towarzystwie. Jeśli też jesteście z dala od bliskich, z pewnością mnie rozumiecie. Życzę Wam i sobie, żeby wkrótce sytuacja uległa poprawie, żebyście mogli mieć ukochane osoby zawsze w zasięgu ręki.

Czy zmiany mogą być dobre?

Kiedy byłam młodsza, byłam bardzo odważna i przebojowa. Już jako dziewczynka byłam bardzo wygadana, może wręcz pyskata. Miałam zawsze swoje zdanie i potrafiłam go bronić. Nie bałam się wyzwań. Moja mama czasem wspominała ze śmiechem, że gdy byliśmy pierwszy raz na nartach, zapytała mnie "Julia, a ty umiesz jeździć na nartach?", ja zapięłam wiązania i rzuciłam tylko "Umiem!", odbiłam się kijkami i może niezbyt zgrabnie, ale zjechałam na dół bez wywrotki. Nie miałam też żadnych problemów z wystąpieniami publicznymi. I mam tu na myśli nie tylko szkolne akademie, ale i konkursy oraz festiwale wokalno-muzyczne, gdzie miałam okazję prezentować się przed dziesiątkami zupełnie nieznanych mi osób. Byłam zawsze bardzo aktywna artystycznie i naukowo, czułam, że się spełniam i ciągle chciałam robić coś nowego, ciekawego.

blog-lifestylowy

I wiecie co? Tamta Julia w pewnym momencie na długi, długi czas, po prostu zniknęła. Nie pamiętam konkretnego momentu. Nie wiem, co się we mnie zmieniło. Ale stałam się wycofana, niepewna, ostrożna. Tkwiłam w takim zawieszeniu długo. Zdążyłam w tym czasie zdać maturę, skończyć niełatwe przecież studia, zacząć pracę w zawodzie. Przez ten cały czas czułam jednak, że to nie ja, że to nie "to". I pewnego dnia odezwała się we mnie ta prawdziwa, radosna, odważna dziewczyna. Powiedziałam sobie, że czas na zmiany, czas odnaleźć siebie, czas zacząć się spełniać. I powiem Wam, że pierwszy raz od dawna poczułam w sobie tę dawną siłę. Jestem dopiero na początku nowej drogi, możliwe, że nie będzie ona usłana różami, wielu rzeczy muszę się jeszcze nauczyć, ale wierzę, że teraz będzie już tylko lepiej. Jeśli nie spróbujemy, nigdy nie przekonamy się, czy to była dobra decyzja! Wierzę, że zmiany mogą być dobre :) 

Jestem bardzo ciekawa, jakie jest Wasze podejście do zakupów w drogerii,
zamierzacie korzystać z nadchodzących promocji?
A może tak jak ja - tęsknicie za domem? 
Ale chyba najbardziej ciekawi mnie, jakie jest Wasze podejście do zmian, 
które można śmiało nazwać życiowymi rewolucjami ;)


Zobacz także

Bardzo dziękuję za każdy komentarz i obserwację - to dla mnie ogromna motywacja. Zawsze odwiedzam komentujących :)

Brak komentarzy: