Ulubieńcy czerwca | Organique, MAC Cosmetics, Golden Rose, Bielenda | + ulubieńcy niekosmetyczni

lipca 10, 2017

Cześć!

Czas   n a p r a w d ę   szybko leci, wręcz ucieka. Jeszcze nie tak dawno na ulicach zalegały resztki śniegu i słońce nieśmiało tylko wychodziło zza chmur (i warszawskiego smogu), a dziś termometry wskazują ponad 25 stopni - jednym zdaniem: w końcu przyszło lato :)

Flatlay style

Czerwcowy Wielki Dzień

Czerwiec był dla mnie miesiącem wyjątkowym. Dokładnie miesiąc temu odbył się nasz ślub i choć w pewnym momencie miałam wrażenie, że wszystko dzieje się się jak na wariackich papierach, ostatecznie ceremonia była piękna, a zabawa weselna naprawdę udana.

Ale kilka dni przed "tym wielkim dniem" wydawało mi się, że czeka nas ślubna katastrofa... Instruktor tańca kolejny raz odwołał (ostatnią) lekcję - nerwowe smsy i telefony, bo przecież mieliśmy tylko dwie lekcje po 45 minut i w ostatniej chwili zmieniliśmy piosenkę. Na szczęście właściciel szkoły tańca uratował sytuację i dokończyliśmy układ. Zatańczyliśmy bez żadnej pomyłki eleganckiego i prostego walca angielskiego (chociaż udało się nam nawet zrobić podnoszenie!).

Firma, której zleciłam wydrukowanie winietek zrobiła to źle, topper na tort przyszedł połamany, a drewniane litery na nasz stół się przewracały. W ostatniej chwili robiliśmy też plan stołów i roszady związane usadzeniem gości.

wedding inspirations photo

Jednak ostatecznie wszystkie te drobne sprawy, które wtedy wydawały się wielkim problemem, teraz z perspektywy czasu są błahostkami, którymi nie warto się przejmować. Najważniejsze jest przecież niewidoczne dla oczu :)

I w tym miejscu chciałam zapowiedzieć ślubną mini-serię na blogu - skupię się na tych technicznych aspektach i rozwiązaniach, które u nas sprawdziły się świetnie i być może kogoś zainspirują. Pierwszy post z tej serii opublikuję jeszcze w lipcu, więc jeśli Wy lub osoby Wam bliskie, planujecie ślub w bliższej lub dalszej przyszłości, a może po prostu lubicie czytać na takie ślubne tematy, to zapraszam :)

Koncert marzeń

Tydzień po ślubie czekało nas kolejne fantastyczne wydarzenie - ot, taki prezent od nas dla nas :) 18 czerwca na Stadionie Narodowym zagrał mój ulubiony zespół - Coldplay. I chociaż od jakiegoś czasu nie do końca przemawia do mnie ich twórczość (wolę po prostu ich starsze piosenki), to pod względem wizualnym i muzycznym jest to zdecydowanie spektakularne show. Chris Martin i reszta zespołu tworzą widowisko na najwyższym możliwym poziomie. 

Coldplay w Polsce

Ledowe opaski święcące w różnych kolorach, efekty świetlne, laserowe, sztuczne ognie, konfetti - oprawa koncertu cieszy oko i bosko wygląda na zdjęciach. Ale koncert to przede wszystkim muzyka i kontakt zespołu z publicznością - a to chłopakom wychodzi najlepiej. To już mój ich drugi koncert i mam nadzieję, że nie ostatni. Bawiliśmy się znakomicie :)

Kosmetyczni ulubieńcy

Teraz chciałabym od razu przejść do moich ulubieńców kosmetycznych tego miesiąca, poznajcie moje czerwcowe perełki ;)

Organique - pianka do mycia ciała mango

Tę piankę mam już od dłuższego czasu, jednak po przeprowadzce do Warszawy zupełnie o niej zapomniałam. Ma cudowną konsystencję przypominającą aksamitny, piankowy mus. Zapach jest piękny, ale niezbyt intensywny, mango jest wyczuwalne delikatnie. Nie jest to więc przesłodzona papka, dlatego idealnie nadaje się nawet podczas upałów.

kosmetyki o zapachu mango
Pianka do mycia o zapachu mango

Pod wpływem wody pianka przybiera bardziej płynną postać, delikatnie myje i otula przyjemnym zapachem skórę. Nie wysusza, wręcz przeciwnie, mam wrażenie, że pielęgnuje skórę, która wydaje się jakby gładsza i pełna blasku. Zapach utrzymuje się na skórze dość długo, ale nie jest to nic dominującego.

Minusem produktu jest jego wydajność. Moim zdaniem nie sprawdza się do codziennego używania, ale raz na jakiś czas, gdy chcemy zapewnić sobie miłe doznania pod prysznicem (jak to brzmi!), pianka z pewnością będzie fajnym dodatkiem do tej rutynowej czynności ;)

MAC Cosmetics - Matte Lipstick - Mehr

Na swoją pierwszą pomadkę z MAC czaiłam się chyba od kilku lat, kiedy zobaczyłam u Pixiwoo kolor Ruby Woo ;) Jednak zawsze były ważniejsze wydatki albo ciekawsze produkty to wypróbowania. Ale w końcu w mojej kolekcji znalazł się pierwszy "maczek". Wybrałam piękny, brudny róż - odcień Mehr. Jest to pomadka idealna na co dzień, jej kolor to po prostu "lepszy kolor naszych ust".

Mac Cosmetics Matte Lipstick Mehr

Nie jest to najtrwalsza pomadka na świecie. Mimo że ma matowe wykończenie, to jej trwałość nie może równać się z zastygającymi matowymi pomadkami w płynie. Ale plusem jest to, że ładnie, równomiernie się zjada. Nie wysusza ust, nie podkreśla suchych skórek, można ją z łatwością dołożyć i poprawić, więc idealnie sprawdza się jako pomadka do torebki (bo poza swoimi właściwościami ładnie wygląda).

Jeśli szukacie podobnego koloru, to sprawdźcie nr 10 z Matte Lipstick Crayon z Golden Rose. Poza tym Agnieszka Bloguje napisała kiedyś świetny wpis nt. zamienników tej pomadki :)

Golden Rose - Prime&Prep Lipstick Base - baza pod matowe pomadki

A skoro już jesteśmy przy matowych pomadkach - z konferencji Meet Beauty przywiozłam m.in. to cudo, które jest nowością marki Golden Rose.


Według mnie sprawdza się zaskakująco dobrze. Może nie ma wielkiego wpływu na przedłużenie trwałości pomadki, ale wygładza i nawilża usta, dzięki czemu nawet najbardziej zastygające i wysuszające pomadki wyglądają na ustach znacznie lepiej. Jeśli macie problemy z przesuszaniem ust lub matowe pomadki nie wyglądają na Waszych ustach tak dobrze, jakbyście tego chciały - ten produkt może się Wam spodobać. U mnie zmniejsza widoczność zmarszczek i załamań skóry, daje poczucie komfortu i ułatwia aplikację pomadek. Spróbujcie, może i Wam się sprawdzi ;)



Bielenda - Pearl Base - Perłowa baza pod makijaż

Tę bazę miałam ochotę wypróbować od dawna, w pewnym momencie na IG zrobiło się o niej głośno - myślę, że głównie przez jej efektowny wygląd. To prawda, perłowa baza z Bielendy to ozdoba każdej toaletki, aż szkoda używać ;) Ale używać jej warto, bo wygładza skórę, ułatwia aplikację podkładu (podkład fajnie się do niej "przyczepia"), delikatnie rozświetla, ale jednocześnie nie powoduje błyszczenia, jak wiele baz o tych właściwościach. Spokojnie mogą jej używać nawet cery z tendencją do przetłuszczania.

Baza pod makijaż Bielenda

Do tej pory nie zapchała mojej cery, daje uczucie delikatnego nawilżenia. Jednocześnie nie zauważyłam, żeby poprawiała koloryt. Nie ma też większego wpływu na przedłużenie trwałości podkładu. Ale fajnie się z nią pracuje, ma przyjemną, żelową konsystencję i podkład wygląda na niej bardzo ładnie. Ja jestem z niej zadowolona i lubię jej używać, nawet jeśli nie jest to najlepsza baza świata :) Myślę, że dla uzyskania lepszej trwałości makijażu należy stosować bazy o innych właściwościach.

Dajcie znać, czy używałyście któryś z tych produktów - jaka jest Wasza opinia?
Co fajnego przydarzyło się Wam w czerwcu?


Zobacz także

Bardzo dziękuję za każdy komentarz i obserwację - to dla mnie ogromna motywacja. Zawsze odwiedzam komentujących :)

Brak komentarzy: