Test drogeryjnych korektorów! | Catrice Liquid Camouflafe, Maybelline Affinitone, Kobo Modeling Illuminator, Colection Lasting Perfection

marca 26, 2017

Wracam po dłuższej nieobecności, mam nadzieję, że już na dobre :) Dzisiaj przygotowałam dla Was zestawienie jasnych, drogeryjnych korektorów - a więc produktów łatwo dostępnych i stosunkowo tanich. Wśród nich są perełki, ale znalazł się również bubel. Ponieważ wiosenne promocje w naszych drogeriach zbliżają się wielkimi krokami, warto przekonać się, który z nich jest godny uwagi, a który lepiej sobie odpuścić.

drogeryjne korektory

Catrice Liquid Camouflage, 110

Kosmetyk kultowy, ale jedni go kochają, inni nienawidzą. W internecie na jego temat możemy znaleźć skrajne opinie, choć przeważają chyba jednak te pozytywne. Jedno jest pewne - korektor, jak na drogeryjną półkę cenową zapewnia naprawdę dobre krycie.

Catrice Liquid Camouflage

Poradzi sobie z zasinieniami pod oczami, zaczerwienieniami, dobrze sprawdzi się również w roli bazy pod cienie. Jego niewątpliwą zaletą jest trwałość -  jest to produkt zastygający i wodoodporny, utrzymuje się na skórze cały dzień, a co najważniejsze - przez wiele godzin prezentuje się po prostu bardzo ładnie. Nie musimy się obawiać nieestetycznego zbierania w zmarszczkach i załamaniach skóry, korektor nie zrobi nam "ciacha", nie warzy się. Kremowa, dość gęsta konsystencja i świeży, kwiatowy zapach sprawiają, że przyjemnie się z nim pracuje. Jednym zdaniem - korektor idealny (?)

Niestety, nie ma róży bez kolców. I tak jest również w tym przypadku. Ogromną wadą tego produktu jest to, że naprawdę bardzo ciemnieje na skórze.  Zaraz po nałożeniu ma stosunkowo jasny, beżowy odcień, wpadający niestety w różowe tony. Nie wiem, co takiego Catrice dodaje do swoich kosmetyków, ale ich dwa "flagowe" produkty cierpią na tę samą przypadłość. Okropnie wręcz się utleniają. O ile jednak podkładu nie jestem obecnie w stanie używać solo (robi na twarzy efekt przedawkowania soczków marchewkowych), tak korektora używam dość często i akurat u mnie prezentuje się znośnie pod względem kolorystycznym. Zanim zdecydujecie się na zakup - sprawdźcie, jak kolor będzie się zmieniał pod wpływem kontaktu ze skórą. Dobra wiadomość jest taka, że na rynku pojawił się odcień 005 i na pewno będę na niego polować.

Trzeba też uczciwie dodać, że korektor potrafi przesuszyć delikatne okolice oczu i pod oczami (tak właśnie stało się z moimi powiekami, dlatego chwilowo go odstawiłam). Poza tym, nie jest to produkt wydajny - ciężko wydobyć jego resztkę z opakowania.

Maybelline Affinitone, 01

Maybelline Affinitone korektor


Jeden z najbardziej popularnych drogeryjnych korektorów. Ma piękny, ciepły, jasnobeżowy odcień, konsystencję bardziej płynną (ale nie lejącą). Zapewnia raczej średnie krycie, ale dzięki temu jest również komfortowy w noszeniu. Nie wysusza, nie ściąga delikatnej skóry pod oczami. W przeciwieństwie do poprzednika, nadaje się również do rozświetlenia wybranych partii twarzy. Ładnie wygląda przez do kilku godzin, jednak po całym dniu może wchodzić w zmarszczki i załamania, a nawet po prostu znika. Nie sprawdza się dobrze jako baza pod cienie. Jego zaletą jest to, że nie ciemnieje (a jeśli już, to naprawdę delikatnie). Dzięki niemu osiągnięcie naturalny efekt, spojrzenie będzie wyglądało na świeże i wypoczęte, a nasza skóra nie będzie obciążona. Myślę, że jest to korektor wart polecenia, jeśli nie macie problemów z wyraźnymi cieniami pod oczami.


Kobo Modeling Illuminator, 101

Kobo Modeling Illuminator


Niestety teraz będzie już mniej zachwytów. Korektor od Kobo to taki mały koszmarek. Ma jasny, beżowy kolor, wyraźnie idący w stronę różu. Przyjemna, kremowa konsystencja dawała jednak nadzieję, że może nie będzie z nim tak źle. Niestety, korektor nie daje praktycznie żadnego krycia. W moim przypadku nie nadaje się więc pod oczy. Ze względu na swój mocno różowawy kolor nie mogę go również używać do rozświetlania (a taka, według zapewnień producenta, jest jego podstawowa funkcja). Poza tym trwałość tego korektora stoi na bardzo niskim poziomie. Już po 2-3 godzinach można zauważyć rolowanie, plamy, smugi. Ja nie polubiłam się z tym korektorem.


Collection 2000, Lasting Perfection, 1

Collection Lasting Perfection


Jest dostępny w angielskich drogeriach, dostaniecie go też online. Odnośnie tego korektora mam naprawdę mieszane odczucia. Przez wiele dziewczyn porównywany jest on do Catrice Liquid Camouflage i faktycznie coś w tym jest. Podobna konsystencja i krycie, jednak ten z Collection ma jaśniejszy, cieplejszy odcień, który na szczęście minimalnie tylko ciemnieje. Niestety nie wygląda tak ładnie pod oczami. Wiele razy robił u mnie efekt ciastka i nieestetycznie się warzył, a po kilku godzinach zbierał się również w zmarszczkach. Nie dogaduje się też z moim ulubionym pudrem pod oczy - Ben Nye oraz kremem pod oczy. Stosowany solo (bez kremu) i zagruntowany minimalną ilością pudru na sucho wygląda jednak dość dobrze, utrzymuje się przez cały dzień na skórze. Trzeba się trochę pobawić, by uzyskać satysfakcjonujący efekt. Mam takie przemyślenia, że gdyby Catrice robiło korektor w tym odcieniu, co ten z Collection, a produkt by nie oksydował, byłby to korektor idealny.


Poniżej możecie zobaczyć zestawienie wszystkich kolorów zaraz po nałożeniu oraz po kilku minutach od aplikacji. Jak łatwo zauważyć, najbardziej ciemnieje korektor z Catrice...



Koniecznie dajcie znać, jacy są Wasi ulubieńcy. Trafiłyście już na korektor idealny?
A może miałyście do czynienia z którymś z opisywanych przeze mnie? 
Czekam na Wasze komentarze :)

Zobacz także

Bardzo dziękuję za każdy komentarz i obserwację - to dla mnie ogromna motywacja. Zawsze odwiedzam komentujących :)

Brak komentarzy: