Odkrycia roku 2016 | (nie tylko) kosmetyczni ulubieńcy

stycznia 15, 2017

Kochani,

przez ponad tydzień nosiłam się z zamiarem przygotowania posta o kosmetycznych ulubieńcach roku 2016. Wpis jednak stał się tak obszerny, że nikt o zdrowych zmysłach nie przeczytałby go do końca. Dlatego postanowiłam nieco zmienić i urozmaicić formułę. Dziś opowiem Wam o moich odkryciach 2016 roku, ale... nie tylko kosmetycznych. Przygotujcie sobie herbatę i... zaczynamy!



 Po pierwsze - mat na ustach!
__________________
Dziś trudno w to uwierzyć nawet mnie samej, ale jeszcze nie tak dawno nie przepadałam, ba, nie znosiłam kolorowych produktów do ust. Wszelkie błyszczyki i pomadki kojarzyły mi się z nieprzyjemną lepkością, zostawianiem śladów na szklankach i przyklejaniem włosów do ust. A najbardziej irytujące było rozmazywanie i totalny brak trwałości. Wszystko jednak się diametralnie zmieniło, gdy po raz pierwszy zdecydowałam się na matową pomadkę. Aksamitne wykończenie, trwałość, a przede wszystkim brak wszystkich negatywnych odczuć związanych z noszeniem koloru na ustach.



Moje ulubione produkty do ust w 2016:

Po drugie - puder sypki działa cuda!
__________________
W minionym roku znalazłam swój zestaw do zadań specjalnych. Puder ryżowy Paese, który całkiem dobrze radził sobie z utrzymywaniem matu oraz małe cudeńko (odsypka 10g wystarczyła na prawie cały rok) - osławiony puder Ben Nye, który stosuję do utrwalenia korektora pod oczami. Nakładany wilgotną gąbką daje nieskazitelny efekt, rozświetla spojrzenie, ukrywa "dolinę łez" i zapobiega zbieraniu się korektora w zmarszczkach i załamaniach. Nie przesusza, nie tworzy skorupy, ani efektu ciasta. Jeśli jeszcze nie próbowałyście - polecam!


Po trzecie - Catrice zaskakuje!
__________________
Nie mogłam nie wspomnieć o dwóch produktach "widmo", o których większość zapewne słyszała, ale tak trudno je zdobyć. Jeśli chodzi o korektor Catrice Liquid Camouflage i podkład Catrice HD Liquid Coverage - szafy świecą pustkami, ciężko je dorwać również w drogeriach internetowych. Dlaczego produkty o świetnym kryciu, bardzo dobrej trwałości, a co najważniejsze, pięknie wyglądające na skórze, są tak trudno dostępne? Catrice stworzyło dwa produkty niemal idealne. Niemal, bo niestety, obydwa oksydują i najjaśniejsze kolory mogą okazać się dla bladziochów za ciemne. A szkoda! 
Marka Catrice z pewnością zauważyła, jak wielkim zainteresowaniem cieszą się te dwie serie. Dlaczego do tej pory nie udało się uzupełnić zapasów, by popyt nie był znacząco wyższy niż podaż? To pytanie stawiamy sobie chyba wszystkie. Marko Catrice, jeżeli nas słyszycie - zróbcie coś z tym! 

Po czwarte - cienie warte grzechu!
__________________
Kiedy w sieci zobaczyłam pierwsze zajawki dotyczące nowej palety od Too Faced, czyli Sweet Peach, moje serce nie zabiło szybciej. Nie do końca też rozumiałam ten cały "hype", jeśli chodzi o tę paletę, dziwiło mnie, że w istocie tak mało jest w niej kolorów typowo brzoskwiniowych. Ale kiedy przypadkiem (taaak, przypadkiem...) trafiłam do Sephory, akurat kilka dni po jej premierze, zobaczyłam na żywo te kolory, poczułam zapach - przepadłam! W głowie miałam tysiące pomysłów na wykorzystanie tych owocowych, soczystych, letnich odcieni. Konsystencja masełka, łatwość łączenia kolorów, blendowania, pigmentacja. Jestem przekonana, że to najbardziej udana paleta marki Too Faced. Jeśli lubicie brzoskwiniowe klimaty - mam dobrą wiadomość: właśnie ponownie pojawiła się w Sephorach i to tym razem na stałe! :)





Muszę również pochwalić naszego polskiego Inglota za  c u d o w n ą  kolekcję What a Spice! Aksamitne, masełkowate maty o nieziemskiej wręcz pigmentacji. Praca z nimi to prawdziwa przyjemność. Kolory wpisujące się w najnowsze trendy, których wcześniej mocno brakowało w ofercie Inglota. Ciepłe brązy, rude czerwienie, a nawet piękny, ciepły fiolet. Jakością nie ustępują 
chociażby cieniom Makeup Geek. Nic, tylko brać, nawet w ciemno!

Po piąte - relaks z Youtubem!
__________________
Regularnie oglądam tylko kilka kanałów, ale to nie o nich dzisiaj będzie mowa. Owszem, śledzę aktywność wielu sławnych beauty guru (Nikkie Tutorials, Jaclyn Hill, Desi Perkins, czy też Maxineczkę, Katosu, Red Lipstick Monster), ale największą frajdą jest dla mnie trafić na mniej znany, ale bardzo wartościowy kanał. 


jakby niepaczec - to kanał serialowy, o bardzo wysokim poziomie merytorycznym, ale jednocześnie przyjazny i miły w odbiorze. Bardzo lubię ich styl wypowiedzi, znajomość tematu, docenianie również niszowych produkcji. Jeśli jeszcze ich nie znacie - zapraszam do oglądania :)

Niediegetyczne - kanał, którego tematyka krąży przede wszystkim wokół według zagadek kryminalnych. Podoba mi się krótka forma - kilkuminutowe, syntetyczne nagrania przedstawiające ciekawe historie.

Agasava - sympatyczna, utalentowana dziewczyna, która jako jedna z niewielu ma zdrowe podejście do wszelkich trendów makijażowych. Powiew normalności na urodowym Youtube!

Klaudia Łepkowska - co prawda obecnie nie jestem z jej kanałem na bieżąco, ale odkryłam ją w 2016 roku i od razu bardzo miło mi się jej słuchało. Inteligentna, elokwentna dziewczyna :)

Vroobelek - oglądam co prawda dość rzadko, ale kiedy czas pozwoli, lubię sobie posłuchać Billie Sparrow, która chyba nadaje na podobnych falach co ja. Krótka forma, szczerość, fajne poczucie humoru i dystans do siebie - właśnie to najbardziej w niej cenię. 

Po szóste - dlaczego nie iPhone?
__________________
Na wstępie spieszę wyjaśnić, że absolutnie nie mam nic do produktów z logiem nadgryzionego jabłka! Kiedy moja Xperia Z1 Compact po dwóch latach bezawaryjnego użytkowania zaczęła odmawiać posłuszeństwa, postanowiłam, że kupię swojego pierwszego iPhone'a i właściwie byłam już zdecydowana. Jednak kiedy porównałam aparaty w iPhonie i Samsungu Galaxy S7 - przepadłam. Samsung całkowicie wymiótł! Ultraszybki autofocus, ilość zachowanych szczegółów, głębia (ładnie rozmyte tło lub nawet efekt bokeh jest do osiągnięcia), aparat świetnie radzi sobie nawet w złych warunkach oświetleniowych.



Poza tym ekran Super Amoled oraz wysoka rozdzielczość sprawiły, że wyświetlacz również pozytywnie się wyróżniał. Mimo, że wiele osób narzeka na Androida, to ja lubię ten system. Mój Galaxy S7 chodzi idealnie, aplikacje ładują się błyskawicznie, internet hula aż miło, bateria wytrzymuje 1.5 dnia przy intensywnym użytkowaniu. Na wysokim poziomie stoją inne multimedia - wysoka jest jakość odtwarzanego dźwięku. Pomimo, że nigdy nie byłam fanką Samsungów, a designem przypominały mi... mydelczniczkę, to melduję się jako bardzo zadowolona użytkowniczka Siódmej Galaktyki i wszystkim niezdecydowanym mogę ten model gorąco polecić.

To już wszystko na dziś :) Kto dotrwał do końca? Koniecznie podzielcie się swoimi odkryciami roku 2016! 

Bądźcie ze mną na bieżąco - obserwujcie mnie na IG!

Zobacz także

Bardzo dziękuję za każdy komentarz i obserwację - to dla mnie ogromna motywacja. Zawsze odwiedzam komentujących :)

Brak komentarzy: