Skin79 | kremy BB | Hot Pink, Orange, VIP Gold | pierwsze wrażenia

czerwca 30, 2016

Cześć :)

Dzisiaj wracam do Was z hitem ostatnich miesięcy, bowiem popularność (chociaż tak naprawdę powinnam napisać "istny szał";)) azjatyckich kosmetyków trwa w najlepsze i z dnia na dzień rośnie. Sama "padłam ofiarą" tego hałasu, dlatego z przyjemnością przedstawię Wam swoją opinię. Dowiecie się, czy naprawdę warto poznać te kosmetyki - będzie jak zwykle do bólu szczerze i bez słodzenia :)



Zaczniemy od kremów BB, w kolejce czekają jeszcze maseczki w płachcie. Chcę podkreślić, że nie warto kupować ajatyckich kosmetyków za podejrzanie niską cenę lub u niesprawdzonych sprzedawców. W internecie wręcz roi się od nieuczciwych sprzedawców, którzy oferują podróbki. Ja swoje kosmetyki, a właściwie ich próbki, kupiłam na stronie polskiego dystrybutora: http://www.skin79-sklep.pl/. Możliwość zakupienia próbek to świetna sprawa, ponieważ oryginalne kosmetyki Skin79 nie należą do najtańszych i nietrafienie z kolorem, czy właściwościami, mogłoby znacząco zepsuć nam humor. Do moich niewielkich zakupów dołączone były próbki: Hot Pink, VIP Gold i Orange. Zamówienie główne to dwie maseczki (o których wkrótce) i miniatura kremu BB Hot Pink.



Hot Pink
___________
Marka podkreśla, że właśnie ta wersja jest najchętniej kupowana przez Polki. Obawiałam się jednak koloru, bo mam raczej ciepłą karnację, wszystkie moje podkłady to najjaśniejsze numerki, wszystkie w ciepłej tonacji kolorystycznej, beżowo-żółte.  Moje obawy oczywiście okazały się słuszne! Jak sugeruje nazwa, ten krem jest... różowy. Kolorystycznie - pudło! Ale spokojnie, po zaaplikowaniu nie wyglądałam jak różowa świnka. Mam wrażenie, że moja twarz stała się jakby lekko poszarzała i ciemniejsza w stosunku do szyi i dekoltu, ale nie było tragedii. Po przypudrowaniu lekko żółtawym pudrem można było nawet wyjść do ludzi ;) Ale pełnowymiarowego opakowania w tym kolorze z całą pewnością bym nie kupiła.
Według producenta krem przeznaczony jest dla cery poszarzałej, tłustej, przebarwionej, działa wybielająco i przeciwzmarszczkowo.
Konsystencja kremu jest gęsta i nieco tępa. Ma naprawdę bardzo dobre krycie, ale przy tym jest lekki i niewyczuwalny na skórze. Faktycznie ładnie zakrywa wszelkie zaczerwienienia i przebarwienia. Lekko zastyga na skórze, dając pudrowe wykończenie. Myślę, że gdyby nie jego kolor, byłby świetnym produktem na lato.

Orange
___________
Kolor tego kremu BB to prawdziwy strzał w "10". Poniżej macie porównanie - jest zbliżony do Revlon CS 150 i Bourjous Healthy Mix 51. Jest to jasny, żółtawy beż.



I to nie koniec podobieństw jeśli chodzi, o ten ostatni podkład. Mam wrażenie, że obydwa mają zbliżoną, płynną, bardziej lejącą konsystencję i dają bardzo podobny efekt na skórze. Chodzi o to słynne "glow", Orange absolutnie nie ma działania matującego. Nie zastyga na twarzy, daje efekt zdrowej, mocno nawilżonej, rozświetlonej skóry. Ma o wiele lepsze krycie, niż Healthy Mix, ale podobnie jak Hot Pink, jest niewyczuwalny na twarzy. Wśród jego właściwości producent wymienia regulowanie pracy gruczołów łojowych. Prawdę mówiąc - jako posiadaczka cery mieszanej ze skłonnością do błyszczenia w strefie "T" - w tym zakresie się nie sprawdza. Dzięki zawartości naturalnych olejów, działa u mnie bardzo podobnie, jak Healthy Mix. Zaraz po zaaplikowaniu skóra wygląda zachwycająco, promiennie, świeżo. Mimo przypudrowania pudrem ryżowym, niestety po kilku godzinach wymaga użycia bibułek matujących i ponownego przypudrowania. Szkoda, bo pokochałam go za kolor :) Posiadaczki cer suchych będą nim zachwycone!

VIP Gold
___________
Jest to brat Hot Pink - podobna, bardziej gęsta, tępa konsystencja. Nie jest jednak tak różowy, kolor spodoba się posiadaczkom neutralnego typu urody. Jak jego brat, ma właściwości przeciwzmarszczkowe i nawilżające. Ma jednak mniejsze krycie, niż Hot Pink i Orange. Reszta uwag wymagałaby powtórzenia - jest to produkt bardzo podobny do Hot Pink.
światło dzienne
światło sztuczne
Co wyróżnia azjatyckie kremy BB?
___________
Do tej pory krem BB (Beblesh Balm) kojarzyły nam się z niezbyt udanymi, drogeryjnymi produktami o słabym (ba, wręcz zerowym) kryciu i śmiesznej trwałości. Kilka razy zawiodłam się już na nich, a przecież ich lekka konsystencja mogłaby być idealna na lato, czy luźniejsze dni.

Prawdziwe, azjatyckie kremy BB nie mają nic wspólnego z tymi dobrze nam znanymi. Oprócz naprawdę świetnego krycia i dobrej trwałości, mają właściwości pielęgnacyjne i zapewniają odpowiednią ochronę przeciwsłoneczną.

Zalety opisywanych przeze mnie produktów Skin79:

  • bardzo dobre krycie, które można budować
  • są lekkie, niewyczuwalne na skórze, nie zapychają
  • zmniejszają widoczność porów, nie wchodzą w zmarszczki, nie podkreślają suchych skórek
  • doskonale nawilżają skórę
  • chronią przed słońcem
  • na twarzy pojawia się mniej "nieprzyjaciół"
  • skóra wygląda na zdrową i wypoczętą


Czy kremy BB Skin79 mają jakieś wady?

  • są dostępne tylko online, łatwo natknąć się na podróbki
  • wysoka cena
  • kolorystyka - gdy odpowiada mi kolor, to mniej odpowiadają mi właściwości, i na odwrót

Czy kupię pełnowymiarowe opakowanie?
- Nie wiem, gdyby połączyć właściwości Hot Pink i kolor Orange - kupiłabym bez zastanowienia ;)

A co wy myślicie o azjatyckich kremach BB? Używałyście lub macie ochotę je wypróbować? Zapraszam do dyskusji w komentarzach, jestem bardzo ciekawa, jakie macie przemyślenia na ten temat :)

Zobacz także

Bardzo dziękuję za każdy komentarz i obserwację - to dla mnie ogromna motywacja. Zawsze odwiedzam komentujących :)

Brak komentarzy: